Fot. mohamed mahmoudPexels 

Agregator cytuje wyszukane fragmenty (…), z artykułu opublikowanego pod adresem: psychologiaprzykawie.pl

(…) dorosła osoba w takiej sytuacji – nadmiernej kontroli, czy nadmiernego „zaopiekowania” – sama może podjąć decyzję i np. odejść. Dziecko nie ma takich możliwości i dlatego jego reakcje są inne. (…)

(…) Czy czasami i nam nie zdarza się takie „nadmiarowe zaopiekowanie” dzieckiem? Zorganizujemy wszystko, zaplanujemy, a potem pozostaje tylko „wykonać”. (…) dziecko nie będzie już musiało o niczym myśleć i decydować. Chcemy mu pomóc, bo jest młode i niedoświadczone – aby miało dobre życie, odniosło sukces.

(…) Pytanie, czy dzieci czują się wówczas  jeszcze dziećmi, czy marionetkami, za których sznurki pociągają rodzice?

Już pierwsze powojenne badania psychologiczne dowodziły, że dzieci poddane nadmiernej kontroli rodziców były „spokojne, dobrze ułożone i nieoporne”.

Z jednej więc strony konsekwencją nadmiernej kontroli może być zbytnia uległość, ale ten sam sposób wychowania może wpędzić dzieci w inną skrajność, tzn. złość i  bunt przeciwko całemu światu.

Ich wola, poglądy, naturalna potrzeba decydowania choćby w małym stopniu o własnym życiu, wszystko to zostaje stłumione.

Jedynym sposobem, w jaki mogą odzyskać poczucie autonomii, jest ucieczka w bunt i arogancję.

Co dziwne, bunt niekoniecznie może być skierowany wprost przeciwko rodzicom, czasami pojawia się on np. w szkole, wobec nauczycieli, czy kolegów.

(…) To samo dotyczy też dzieci pełnosprawnych, jednak niepełnosprawne są na to jeszcze bardziej narażone. (…)

Może okazać się, że jeśli rodzice przeoczą moment, w którym dziecko powinno już zacząć robić coś samo, potem jest bardzo trudno to wypracować.

Rodzice także przestają być czujni i uważni w ciągłym pośpiechu między tysiącem terapii, a wizytami u lekarzy lub zajęciami pozalekcyjnymi. Zabiegani, zestresowani, rodzice stają się nastawieni zadaniowo, a najważniejszym zadaniem staje się, by szybko wyjść z ubranym i nakarmionym przez nich dzieckiem.

Decydujemy za nie, kiedy musi zjeść, aby zdążyć na umówione zajęcia, co ma zjeść, bo czasami porozumienie w tej kwestii jest trudne lub niemożliwe.

Grafik dnia także jest z góry ustalony. Czas wolny dziecka jest symboliczny, o ile w ogóle istnieje. Często też jest prościej samemu o czymś zdecydować, a jeśli dziecko nie mówi, to trudno jest mu samemu zwrócić uwagę na jego własne preferencje, własne oczekiwania i potrzeby.

A rodzic w pędzie życia nie poświęca wystarczająco dużo czasu, aby się tego dowiedzieć. Albo nawet nie pomyśli, że jest to istotne. Nie docenia potrzeb swojego dziecka, a jemu samemu trudno je wyrazić.

Możemy to nazwać nadopiekuńczością, która nie pozostawia miejsca na „poczucie sprawstwa”, którego każde dziecko potrzebuje jak powietrza.

Wolność dziecka jest wówczas ograniczona, jego potrzeby jako człowieka nie są zaspokojone. (…)

Każdy ma chęć decydowania o sobie, podejmowania wyborów, choćby wydawałyby się one z naszego punktu widzenia mało istotne, np. czy zjem chleb z serem, czy z szynką, czy pójdę do domu drogą A, czy B?

Ale to właśnie decyzje na miarę dzieci. I one potrzebują, aby się z nimi liczyć.

Pomóż świadczyć - Poleć znajomym!