Fot. pxhere.com, mohamed hassan|pixabay.com | CC0 

Niniejsza treść jest opracowaniem (…) oryginalnego artykułu za zgodą Autora Kamil Czajkowski opublikowanego na psychologia.net.pl

Rozum niejedno ma imię

Od kiedy zacząłem interesować się psychologią i podjąłem studia uniwersyteckie w tym zakresie, zawsze bardzo ceniłem sobie krytyczne głosy w kwestii racjonalności psychologii jako nauki. (…)

Kamil Czajkowski

Wszelkie starania psychologów – studentów, naukowców i praktyków – podjęte w celu odróżnienia nauki od wróżbiarstwa i rzetelnej wiedzy od szarlatanerii, uważam za w najwyższym stopniu potrzebne i godne poparcia, lecz jednak za niewystarczające. 

Apel o racjonalność i naukowość, apel o odnoszenie się do rozumu w uprawianiu jakiejś dziedziny, powinien bowiem zacząć się od pytania o kryteria tejże racjonalności i naukowości – o definicję rozumu.

Krytykę irracjonalności powinno poprzedzić krytyczne spojrzenie na samą racjonalność.

Podejmowane przeze mnie poprzednio studia filozoficzne nauczyły mnie patrzenia na zagadnienia z takiego właśnie meta-poziomu, zadawania pytań o podstawy rzeczywistości. (…)

Francuski filozof Michel Foucault cytuje w przedmowie do swojej książki „Słowa i rzeczy” fragment dawnej chińskiej encyklopedii:

Zwierzęta dzielą się na: a) należące do Cesarza, b) pachnące, c) obłaskawione, d) świnie mleczne, e) syreny, f) baśniowe, g) psy na wolności, (…)

Dla starożytnych Chińczyków klasyfikacja ta była zapewne racjonalna, skoro umieścili ją w encyklopedii. My, czytając ją dziś, otwieramy ze zdumienia szeroko oczy i nie możemy nie zadać pytania: na jakich kryteriach racjonalności została oparta? Czy jest bezrozumna, czy tylko wypływa z innej niż nasza rozumności? Która z nich jest bardziej racjonalna i na jakiej podstawie jesteśmy w stanie to stwierdzić?

Rozum i racjonalność nie są jak widać pojęciami jednoznacznymi i niezmiennymi.

Różnie kształtowało się ich rozumienie poprzez wieki. XX wieczna filozofia obfituje w krytykę racjonalności i rozumu. Historycy idei mówią nawet współcześnie o swoistym kryzysie racjonalności, z którego wyłonił się rozum postmodernistyczny. Psychologia jako młoda nauka zanurzona jest głęboko w myśli filozoficznej swoich czasów, choć często zdecydowanie próbuje odciąć się od filozofii jako takiej.

Współczesna psychologia jest nauką ze wszech miar postmodernistyczną.

Nie sposób zatem zabiegać o racjonalność psychologii jako nauki, nie zadając sobie najpierw pytania o kryteria postmodernistycznej racjonalności i nie mierząc się z jej krytyką.

W niniejszym artykule pragnę scharakteryzować pokrótce krytykę współczesnego rozumienia racjonalności, rozumu i naukowości. Postaram się także skonfrontować te filozoficzne zagadnienia z myślą psychologiczną i wyłaniającym się z niej obrazem człowieka.

Krytyczne spojrzenie starszej siostry – filozofii

Psychologowie bardzo powierzchownie charakteryzują racjonalność poznania naukowego, ograniczając ją w zasadzie tylko do poprawnej metodologii i do rzetelności narzędzi pozyskiwania wiedzy.

Jerzy Brzeziński podaje dwa zasadnicze kryteria racjonalności wiedzy naukowej: intersubiektywna komunikowalność rezultatu badawczego oraz intersubiektywna sprawdzalność rezultatu badawczego.

Obie zasady odnoszą się więc do samego procesu badania. Ma od być powtarzalny i możliwy do przekazania innym. (…)

Wolfgang Welsch, jeden z czołowych teoretyków postmodernizmu i autor obszernego studium o racjonalności i rozumie we współczesnej filozofii stwierdza, że wszystkie zarzuty kierowane przeciwko rozumowi dają się sprowadzić do dwóch podstawowych.

Wiedzieć, by panować, poznać, by zarobić

Pierwszy zarzut – obecny przede wszystkim w myśli Martina Heideggera – mówi, że rozum wyzbył się poznawczej bezinteresowności.

Nie chce poznawać już prawdy dla niej samej. Uległ powszechnej „woli mocy”. Rozwój nauk technicznych sprawił, że nie oczekujemy od nauki już tylko tego, by wyjaśniała rzeczywistość. To za mało. Chcemy, by nauka dawała nam możliwość przekształcania rzeczywistości. „Rozum szuka prawdy dla władzy”.

Trudno nie dostrzec tego dążenia w myśli psychologicznej. Naukowców psychologów nie interesuje już wyłącznie odpowiedź na pytanie, jaki jest człowiek. Coraz częściej o wiele bardziej liczy się dla nich to, co z tą wiedzą mogą zrobić, lub – co jeszcze boleśniejsze – jak mogą ją intratnie sprzedać. 

Dla nauki, która wyzbyła się bezinteresowności liczy się tylko efekt.

Współczesny psycholog na roli nauki orze twardą glebę prawdy o człowieku narzędziami przypominającymi nieco te używane przez człowieka pierwotnego: powiązana sznurkami kamienna motyka psychometrycznych testów i drewniany pług badań statystycznych. Tymczasem ukazując owoce swojej pracy przed światem wypina dumnie pierś niczym przodownik pracy na radzieckim kombajnie.

I jak mu się dziwić, kiedy cały świat czeka zgłodniały na jego szokujące doniesienia, na nowinki, na sensacje ze świata nauki.

Przed taką presją staje ten biedny psycholog-kmiecik z motyką w ręku i, prezentując wydłubanego z ziemi malutkiego kartofelka, wygłasza wielkie teorie o wielkich ziemniakach. A ludzie pochwycą to i z chęcią przerobią na długie do granic możliwości frytki z McDonalda.

Bo współczesna nauka przypomina fast foody – nieważne, czy to zdrowe, prawdziwe i odżywcze, ważne że smaczne i w kolorowym pudełku.

Ważne, że działa – to nic, że działanie krótkofalowe, w wąskim zakresie i niepewne. Pokorę bezinteresownego badacza, który musi czasem włożyć wiele czasu i wysiłku, by zdobyć wiedzę o tym ile wciąż jeszcze nie wie, zastąpiła niecierpliwość twórcy, który musi swoje błyskotliwe pomysły błyskawicznie przekłuć na efekty – najlepiej finansowe. Pozyskana wiedza musi być ciekawa, ładnie opakowana, musi mieć zastosowanie w psychobiznesie.

W obliczu tak pojętego rozumu, który stracił swą bezinteresowność, da się wśród studentów psychologii – oraz innych nauk społecznych – zaobserwować swoisty kompleks wobec studentów kierunków technicznych.

Oto tamci mają konkretny fach, budują systemy komputerowe, konstruują realne produkty, są wydajni, zdobywają pracę w dobrze płatnych firmach. My tymczasem badamy mętną rzeczywistość, jaką jest człowiek, odkrywamy zależności, w jakich się znajduje i mechanizmy jego funkcjonowania – ale, dopóki nasza wiedza nie zyska wymiaru praktycznego, jesteśmy nikomu do niczego niepotrzebni, a nasza wiedza jest bezwartościowa.

Psychologia jako nauka bezinteresowna straciłaby może swoją efektowną powierzchowność, lecz zyskałaby autentyzm i naukową powagę.

Chciałoby się powiedzieć:

A więc psychologu-oraczu do pługa i w pocie czoła uprawiaj niewdzięczną i nieurodzajną ziemię tymi niedoskonałymi, lecz dostępnymi ci narzędziami i nie udawaj, że wydaje ona plony większe, niż w rzeczywistości wydaje. Pokornie rób swoje. Nie zniechęcaj się brakiem spektakularnych odkryć, nie ulegaj presji postmodernistycznego głodu nowinek i sensacji.

A w twojej niedoli niech towarzyszą ci słowa Tomasa Edisona, które wypowiedział po setnej, nieudanej próbie stworzenia żarówki, gdy przyjaciele prosili go, by dał sobie spokój, skoro dotąd nic nie odkrył:

„Jak to nic nie odkryłem – znalazłem już sto sposobów na to jak nie stworzyć żarówki”.

Człowiek jak rozkręcony na części radioodbiornik

Drugi zarzut – pochodzący głównie od francuskich egzystencjalistów – mówi, że rozum dokonał uprzedmiotowienia człowieka.

Przeniósł na niego formę, za pomocą której poznawał dotąd rzeczy martwe, aż zatracił zupełnie granicę między człowiekiem a rzeczą (…)

Rozum stworzył technikę i za jej pomocą radykalnie zmienił świat, ale zmienił także siebie samego. Przyjmując za jedyne kryterium poznania stworzone przez siebie kryterium techniczne, ograniczył się i spłaszczył.

Rozum „oślepł na wartości”, oślepł na przednaukowe doświadczenie życia.

We współczesnej psychologii takie mechanistyczne, techniczne spojrzenie na człowieka uznaje się obecnie za jedynie naukowe i racjonalne. Wszystko, co wykracza poza ten paradygmat, jest zaraz krytykowane jako nieweryfikowalne, nie dające się ująć w ramy racjonalnej nauki. Próbowali robić to psychologowie humanistyczni, próbowali egzystencjaliści – obie grupy są już dziś tylko pożółkłą kartką w podręczniku historii myśli psychologicznej.

A co jeśli człowiek zwyczajnie nie mieści w technicznym paradygmacie jedynie-racjonalnej nauki? Co, jeśli nie da się go badać w ten sam sposób, co komputerowy procesor, czy silnik odrzutowy?

Co, jeśli człowieka jest w człowieku zwyczajnie więcej, niż sto procent? Nie da się człowieka zamknąć w statystycznej klatce, w rubryczce, w wyliczeniach, testach i kwestionariuszach – rozłożyć na części, niczym zepsuty radioodbiornik? Takie traktowanie odczłowiecza go aż do zupełnego nieistnienia. (…)

Współczesna racjonalność ma tendencję do przeciwstawianie sobie jako wrogie wszystko to, co wykracza poza jej własne kategorie rozumu: duchowość, estetykę, szaleństwo, ekstazę, wartości. To co „inne” wobec rozumu jest z nim sprzeczne. Czy nie jest to nieuprawnione wnioskowanie? Czy odmienność musi oznaczać zaprzeczenie?

Można przecież, zachowując szacunek do osiągnięć stechnicyzowanej nauki i jej narzędzi uznać, że w przypadku człowieka nie daje ona pełnego obrazu.

Aby zrozumieć drugą osobę trzeba odwołać się także do własnego doświadczenia bycia człowiekiem i głębokiej mądrości z tego doświadczenia wypływającej, do własnego systemu wartości.

Ktoś powie, że to nienaukowe podejście. Odpowiem mu – w stechnicyzowanym, odczłowieczającym ujęciu nauki – owszem. Ale czy jest to podejście jedyne? Z jakiej racji? Czy nie możemy założyć, że człowiek – jako istota radykalnie inna od telewizora – wymaga innego paradygmatu naukowego? Paradygmatu otwartego na wartości niewidoczne pod mikroskopem.

Przychodzi mi na myśl postać wybitnego, krakowskiego psychiatry Antoniego Kępińskiego, który w swojej pracy z ludźmi łączył naukową rzetelność medycyny i nienaukową (we współczesnym ujęciu) mądrość doświadczenia własnego człowieczeństwa – nie widząc sprzeczności między tymi dwoma. Pisał:

Może w przyszłości kryteria naukowości ulegną zmianie i wyjdą poza wymogi klasycznego eksperymentu i statystycznego sprawdzianu. W psychiatrii zwłaszcza taka zmiana byłaby może bardzo potrzebna. Gdy porównamy bowiem wkład do psychiatrii tych wszystkich badaczy, którzy trzymali się ściśle kryteriów naukowości, tj. sprawdzalnego doświadczenia i statystycznej analizy, z wkładem tych, którzy – bardziej dla siebie tolerancyjni – zrezygnowali z tych kryteriów, to trudno się oprzeć refleksji, że wkład tych drugich jest znacznie większy. Podziwiamy precyzyjną metodykę współczesnych prac psychiatrycznych, a jednocześnie tłumimy w sobie uczucie żalu i rozczarowania, że tyle wysiłku i mrówczej pracy w tak minimalnym stopniu przyczyniło się do rozszerzenia naszej orientacji psychiatrycznej. Natomiast prace oparte tylko na subiektywnych obserwacjach i nierzadko intuicyjnych wnioskach, więc prace nie zasługujące na miano naukowych, w znacznie większym stopniu pomagają nam zrozumieć chorego i często znajdują potwierdzenie w codziennych doświadczeniach każdego psychiatry, doświadczeniach, których nie da się ująć w żadne dotychczasowe sprawdziany naukowe, gdyż są zbyt subiektywne. Dlatego wydaje się, że rewizja naszych poglądów odnośnie kryteriów wymaganych do pracy naukowej jest pilnie potrzebna.

Wielogłos prawdy czy kakofonia prawd

Bardzo lubię pewne stwierdzenie szwajcarskiego teologa Hansa Urs von Balthasara, będące zarazem tytułem jednej z jego książek: „Prawda jest symfoniczna”.

Symfonia prawdy to jej wielogłos, który różnorodności tonów i dźwiękowych barw pozostaje wciąż jedną jedyną prawdą.

Racjonalność postmodernistyczna prezentuje nieco inne podejście. (…)

Racjonalność postmodernistyczna zrezygnowała z budowania syntezy wiedzy. Współczesna psychologia wyrastająca z takiego rozumienia racjonalności nie chce zobaczyć więc człowieka jako całości.

Mnoży kolejne ujęcia, małe teorie, paradygmaty, które, o ile tylko nie pozostają w jakiejś rażącej sprzeczności, mogą współistnieć obok siebie, nie wchodząc sobie w drogę. Brakuje jednego ucha, które usłyszałoby symfoniczną prawdę o człowieku. Tymczasem każdy psycholog jest znawcą wyłącznie swojego instrumentu i skupia się tylko na tym, by usłyszeć własną linię melodyczną, bez zwracania uwagi na całość kompozycji. Nie trzeba wcale być muzykiem, by rozumieć, że takie granie, bez oglądania się na innych, to fałsz i kakofonia. Otwarte pozostaje pytanie, czy taka kakofoniczna racjonalność jest jeszcze racjonalna.

Wszak klasycznym celem rozumu było zawsze budowanie porządku, spajanie doświadczenia rzeczywistości w jedną całość.

Tradycyjnym oczekiwaniem kierowanym pod adresem rozumu jest tworzenie meta-porządku złożonego z racjonalności. Ma on jak gdyby spajać owe racjonalności w jedną całość ? totalność rozumu. Współcześnie właśnie ta jego zdolność jest najsilniej kwestionowana. Konsekwencją jest pluralizm i autonomia gier językowych opartych na różnych formach racjonalności, relatywizm (teoriopoznawczy, moralny, kulturowy), deprecjacja niegdyś wyróżnionych gier językowych, nieprzejrzystość całości spowodowana brakiem narracji metafizycznych.

Nauka sama z siebie nie jest w stanie wygenerować całościowej wizji świata, brak jej stałego punktu odniesienia, który tradycyjnie lokowany był w różnie pojmowanej transcendencji.

Pragnę podkreślić słowa autora cytowanego powyżej, że nauka nie może sama sobie stworzyć światopoglądu. A tylko całościowy światopogląd, który zwykle w przeszłości lokowany był w transcendencji – a więc poza porządkiem fizycznym, a w świcie moralnym i duchowym – pozwala racjonalności spiąć rozproszone głosy małych prawd w jedno symfoniczne brzmienie prawdy.

Używając słowa „światopogląd” mam na myśli głęboko przyswojoną filozofię życiową, wyraźną postawę religijną, wyrazisty system wartości i poglądów na świat i człowieka.

Psycholog, nie posiadający tak rozumianego światopoglądu i nie usiłujący poznać światopoglądu osoby, z którą pracuje, nie jest w stanie zobaczyć pełnego obrazu stojącego przed nim człowieka.

Będzie widział fragmenty – rozsypane części wielkiej układanki i będzie się starał je poskładać na tyle, by wyłonił się z tego jakiś w miarę spójny obraz. Lecz zawsze w samym środku będzie brakowało mu tego najważniejszego puzzla.

Z okopów racjonalności na Bastylię rozumu

Jestem świadomy, że bardzo pobieżnie dokonałem przeglądu filozoficznej krytyki postmodernistycznej racjonalności i jej powiązań ze współczesną psychologią.

Moim celem było jedynie zwrócenie uwagi wszystkich tych, którzy walczą o racjonalność psychologii jako nauki, że należy przemyśleć i przeanalizować, o co właściwie przelewają swoją cenną, intelektualną krew.

Gdy spojrzymy na racjonalność oderwaną od wartości, traktującą człowieka jak przedmiot, na jej brak bezinteresowności i chęć władzy, na jej zawężenie i ograniczenia, na rozproszenie i nieuporządkowanie, to może okazać się, że ślęczenie w okopach dla jej obrony, to wciąż zbyt mało.

Może warto wygrzebać się z nich i z rewolucjonistycznym rozmachem wyruszyć, by obalić panowanie obecnego ustroju.

Może walkę w obronie rozumu warto zamienić na walkę o jego nowe rozumienie.

Autor: Kamil Czajkowski

Autor jest absolwentem Niższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Oblatów M.N. w Markowicach k. Inowrocławia; studiował filozofię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów w Krakowie, jest absolwentem psychologii Uniwersytetu Gdańskiego obecnie studiuje na studiach podyplomowych MBA.

Zobacz także: blog autora – „Ludzka rzecz być człowiekiem oraz inne artykuły autora www.ipsycho.pl

Pomóż świadczyć - Poleć znajomym!